“LAURA I FILON”

Zima, rok 1809. Pod jaworem stoi jakaś postać poklepując się z zimna. Przez łąki gna ode wsi w tym kierunku jakasię dziewoja. Włoski rozwiane, a w ręku koszyczek pełen - ? malin?. Gdy ów samotnie stojący człowiek ujrzał tylko tą piękną postać dał nura w pobliskie krzaki. Dziewczę dotarło pod jawor, zrobiło niezbyt przyjemną miną i zawołało: Filon!

Cisza.

Znowu: Filonku mój kochany! Jesteś tu?

Po krótkiej ciszy mruknęła pod nosem.

- K… mać, jeżeli znowu siedzi w krzakach, to go nakopię.

Po czym zdecydowanym krokiem skierowała się w krzaki. Rozległ się stamtąd przeraźliwy krzyk oraz odgłosy bójki:

- A bydziesz mi tu draniu ty jeden, psie niemyty, zawszony, łajdaku, kanalio takie wice robił?
- Ależ Lauro moja kochana, jam tylko niewinny żarcik chciał zrobić, bom Cie …
- Ja Ci dam żarcik. To ja sie na zagrodzie uwijam, świnki doglądam, krówki pielęgnuje, kurom padicure robią, świnkom fantazyjnie kotasiste ogonki zawijam i dla kogo to - dla mnie? Staryś chop, a gupi jak sama niewiem co.
- A jak no moja luba ty to dla mnie robisz?
- A jaj rozgarniętyś mniej niż słoma w bucie. Co ja darmo tyram. Hospodarz przecie płaci mi za to, w końcu mamy kapitalizm, nie?
- A dużo Ci, Laureczko kochana płaci?
- A dzie tam, a tera jak ten VAT wprowadzili, to Ci tylko, mój Filonku zapierdalać zostaje za grosze marne.
- Laura. ., a gdybyś, tego pracować zaczęła…, no wiesz… fizycznie.
- A durnyś? Ty wiesz jakie by mi podatki dali ? Musiałabym żech z dyka d… ą powieszyć, co by się choć wyżywią. A ty co tak z łotwartą hapo słuchasz, objął byś mnie, mój kochany bo dyć zimno mi.

Z trudem, ale z uśmiechem na pysku wątły Filon uwiesił się na szyi pąkatej Laury.

- A tyraz, mój kochany bydziem sie kochać.
- Tutaj ? W śniegu ? Na mrozie ?
- A tobie to tylko świntuszenie w głowie. A porozmawiać o ptaszkach, pojeść malinek troszki, bimberku popią. No patrz pech baranie żeś mi się trafił. Inny chop to by jakieś choć bombonierką przyniósł, a ty tylko gupie milki łeje przynosisz. Mojego hospodarza cholera bierze, bo w każdej bańce z mlikiem jakieś coś brązowe pływa. Marych Smalców ustatnio snikersa dostała. Oj, za kogoż ja wyjda, za kogoż, dola mojaż dola…
- Laura !… Laura chodu…
- Nie przerywaj… Bo ci przez łeb odwiną…
- Laura, Klecha idzie…
- No to co, powiem mu, żech my się na grzyby wybrali, albo co…
- Ale łon z Matko Bosko drałuje.
- Dyć to nie Matka Boska…
- Ja kiedyś słyszał jak on mówił : Matko Boska żeby Cię tylko nikt nie widział…
- Bzdury pleciesz.
- Rób kochana co chcesz, ali ja nie chca słuchać o mnie kazania w niedzielą, zmykam.
- Filon, kochasz mie… ? Filon! Filooon!

Była to słynna sielanka Karpińskiego o miłości dwojga kochanków Laury i Filona.

All Ganonim

Napisz komentarz »


jednoreki bandyta automaty do gier