WOLNE SPOSTRZEŻENIA
Zapadał świt. Słońce kryło ostatnie promienie za okolicznymi szczytami dolin nizinnych. Gdzie niegdzie spóźniony wróbel przeraźliwie miałcząc uciekał ze swojego gniazda. Było tak cicho, że słychać było palące sią żarówki w pobliskich iglach. O tej to porze, gdy wschodzą gwiazdy, a koguty wyją do księżyca z nieba sfrunął na nieotwierającym się spadochronie wielbłąd dwugarbny. Gdy wylądował na pustynnej równinie Oceanu Arktycznego, z ust jego wydobyło się donośne kwiczenie ulgi. Po pewnym bliżej ani dalej nie określonym czasie, wydobył ze środkowego garba grabie i jął odświeżać powierzchnią lodowca. Zajęło mu to około 20 megaton czasu. Gdy skończył, dosiadł swojej rakiety firmy Whiskas i odleciał wraz z gorącym podmuchem śnieżycy na swą oddaloną o miliony woltów planetą. W tym czasie na Ziemi trwały prace badawcze na nowym gatunkiem samowlutowujących się diod magnetycznych, których stała była zależna od przyłożonego czasu.
ZAP!