I ZNOWU ŚWIĘTA…
I tak oto zbliżamy się do świąt, czasu radosnego oczekiwania, czasu pełnego szczęścia, harmonii, rodzinnego ciepła i obopólnej miłości, czasu gdy charyzmatyczni dyktatorzy i totalitarni władcy podają sobie dłonie, wyciągnięte wcześniej w wulgarnym geście demonstrującym całą okazałość środkowego palca. Piękny to czas ! Gdy nadchodzą te upragnione chwile wzrasta w nas napięcie, podniecenie, dreszczyk który podsyca pragnienie naszych dusz, umysłów i żołądków.
Bo czymże są święta Bożego Narodzenia ? Czy są to święta jak każde inne, w które nie trzeba iść do szkoły? Z całą stanowczością należy zaprzeczyć, wykrzyknąć z wyżartych przez tytoń płuc: NIE!
Są to święta radosnego domowego ogniska, wesołej rodzinnej zabawy, podczas których wybaczamy sobie nawzajem grzeszki i grzechy. W ten szczególny dzień wigilijny możemy porozmawiać z sąsiadem, sprzedawcą, kierowcą, mechanikiem, sprzątaczką a nawet z nauczycielem … i on ma prawo raz do roku wydać z siebie sylaby układające się w “sensowne” słowa.
Noc Bożego Narodzenia wita nas twarzami szczęśliwymi i pogodnymi. Oto dziecko cieszące się po tym jak ciocia je pocałowała pocałunkiem tak mocnym jak pędząca lokomotywa expresu Kijów-Warszawa, oto inne które cieszy się całym swoim ciałkiem pozbawionym tułowia, gdyż starszy braciszek dostał siekierkę pod choinkę. A w górze na wysokości trzeciego piętra zwisa mężczyzna, szczęśliwie chyboczący się na wietrze po tym jak rzucił się z dachu bloku i nie zauważył otwierającego się okna. A oto kobieta o twarzy koloru wiśni, próbująca się pozbierać po tym jak przejechał ją konwój ciężarówek, wiozących pomoc dla Białorusi, gdy przechodziła na czerwonym.
Tak, miasto jest zupełnie odmienione, trudno dobrać właściwy przymiotnik do określenia nastroju który nim zawładnął. Wszędzie widzi się oznaki miłości, nawet skinhedzi kopią staruszki rzadziej i z mniejszą siłą.
Zresztą każdy z Was na pewno odczuwa to samo. A jeśli nie, to wyjdźcie na ulicę a na pewno zarazicie się bakcylem świątecznej euforii. Poznacie to po ekstazie jaką będziecie przeżywać na widok przewracającego się emeryta, któremu podstawiliście nogę.
Czego i Wam życzę
Jaruś.