S PAMIENTNIKUF DZIADZIA
Razu pewnego siedzę se przy stole wigilijnym, choinka się pali jak trza, wszyscy żrą i mlaskają, aż się uszy trzęsą a tu nagle wpada św. Mróz i woła ode proga;
- A zali byliśta grzeczni ? Nie obglądaliśta sie aby za jakimi cudzymi kobietami, czy chłopami?(tu mrógnął do gospodyni).
- A dzieżby! Toćby się kto zwiedział toby pługiem obili, a kamieniami poszczuli!
- Dużo nagrzeszyliśta?
- Gdzieś tak będzie, mniej więcej.
- Wybaczcie, że tak pytam, alibo kryzys tera je, a rozpanoszyło się hołoty, a dla byle gagatków to nie nastarczasz z worka nasypać.
- A tak, chamanów sie narobiło, że i strach tera po zmierzchu wnyki w lesie zastawiać! Siednijta se Mrozie wypijem razem!
- Ni, w poprzedni chacie uraczyli mnie sowicie, że jak dmuchałem w balonik to sie kolor spoza tęcz ukazał. Gdyby nie noktowizor, co go jednemu fizykowi niese to nie szczajłbym co czart pokazuje.
- Gadajcie Mrozie jak to będzie z tymi prezentami.
- Byłbym zapomniał! Rodzina wasza niewielka to sie po kieszeniach pomieściły. Ano macie tu nowe brony drewniane, 6 wnyków ze specjalnej żyłki co ja japończyki wymyśliły, kufajkę z kapturem, kłónico-odporną, w sam raz na wieczór, walonki disc system, jak wam ręce zgrabiejom to sznurujom sie same, chłodniczkę do bimberku nową, a dla dzieciaka sanki bo mowę ma jakowoś niewyraźną.
- Eeye, augh - podziękowało dziecko, przyglądające się do tej pory w skupieniu jak dziwny pan w czerwonym ubranku tumani dziadka napełniając worek i swieżo opróżnione kieszenie.
Przecież zawsze coś ginie w świątecznej ruchawce.
- Powiedzta mi ino jak się do następny chaty dostać i znikam.
- Pójdziecie unaj-hetaj jak łokiem kibnąć, a tamój jak znajdzieta taki drewniany kamień to skręcita i zara tak het-het bedzie już widać.
- Dziękuje wam dobrzy ludzie!
I zniknął. Rodzina powróciła do stoła napychać kałduny, a jak sie choinka już wypaliła pokładli sie spać by na drugi dzień wypoczęci usiąść względem stoła.
Z Bożonarodzeniowoaprilisowym, smacznej choinki i wesołych karpi w zamrażalce oraz połamania sanek.
Vilya.