Wiesław Remont ” H O P Y “
z polskiego na nasze przełożył
Dr.Judym & Co.
I. JESIEŃ
Jest jesień godzina 6.00. Wszystkie bociany odleciały z dziećmi dalej. Właśnie nasz bohater Franio Gel jedzie swym rozklekotanym w wersji sportowej URSUSEM i słucha nowej płyty “Bad Boys Gel” z 70 roku z przenośnego odtwarzacza homakt-dysków analogowych, z auto-rewersem i z możliwością zapisu na obwodzie płyty. Wtem obaczył jednego ze wspaniałych odlotowców jadącego na swej wspaniałej maszynie, zwającego się Hendryk. Iskry sypią się z asfaltu rozwiniętego zeszłej soboty z powodu odpustu. Hendryk pewnie dotknął nawierzchni drogi nogami obutymi w chawtowane
combojki. Splunął przez zaciśnięte zęby i pewnym gestem poprawił sznurek przy spodniach i zadziornie zapytowywując Frania Gela powiedział:
- Franek, k…a, kupiłem nowy gel koszerny, pójdziem na zabawe?
- Ni! Kartohli na polu gnijo i trza nawykopywać.
- Nie gadaj, ja swój motur przyprowadze i combajn do kartohli i wykopiem razem ino chybko bo zabawa zaczyna sie za 3 mszy, 4 zdrowaśki i 5 pacierzów.
- No to za 3 pacierze pod dębowym krzyżem na rozstaju.
Po wykopaniu kartohli nasz bohater łódał się do swej krytej strzechą ziemianki. Włożył ręce po łokcie do wrzący wody
oglomdając przy tym “EM TI WSI”. Uzuł swe czarne combojki, owinął wkoło nogi świeże czerwone łonuce, wymienił słomę w butach natarł skronie wodą po gnojeniu “Świńska Rosa”, namodelował włosy koszernym żelem. Przejrzawszy się w misce z wodom pomknół chybcikiem po komplet sztachyt firmy “Polsztachyt” do Gieesu. Wyjął za pieca gąsiur benzyny 12-oktanowy pędzonej na karbidzie sposobem jego pradziadka Gałdentego. Osiodłał WSK-ę i wyrószył na podbuj pci piknej.
Jadąc przez środek dwu pasmowej arterii po wielu postojach z powodu korków odpóstowych dobrnął na rozstaje,skąd
zabrał wygelowanego geltenmana Hendryka. Wysączywszy świerze importowane łajno (wino) marki “Czar Pegeeru” dojechali pod remizę, gdzie czekała mnoga lóda na complet sztachyt z Gieesa. Po rozdaniu oręża wkroczyli na salę gdzie wyrwawszy dziewczyce z pod pieca rapneli se z letka. Na ten czas ku remizie najechał ciungnik siodłowy z naczepą pełną chłopa ózbrojonych w brony firmy “Bronex”. I naczęła się zabawa na całego. Sołtys rozesłał wici i zdziesiątkowawszy okoliczne płoty stanęli mężnie jako ten mur chiński w patriotycznym uniesieniu sztachyt. Był tam jeden kombatant imieniem “Druszlak” (od tego czasu kiedy ranion broną pięć zabaw nazat) pałający zemstą śmigał ze sztachytą po całej remizie nie bacząc czy chłop, czy baba, czy organista by wygarnąć pod ziobra ze swej półautomatycznej
sztachyty marki “Internaszynal Polpłot” temu kto dziargnąwszy go zdradliwie we plecy uszedł niedźgnięty chronion imunitetem.
I my tam byli łajno pili, sztachytami sie bawili i o pierwszym pianiu kury się obudzili…
c.d.n.