ROZWAŻANIA
Wczoraj gdy wracałam z porannej mszy połączonej z rozdaniem nagród za najładniejszą makatkę ścienną, spotkałam trzech pijanych pilotów nowego typu Mazdy XC 2056, co wpłynęło zasadniczo na dalszy rozwój wypadków w zatoce Bengalskiej.
- Bileciki proszę do kontroli - zaśpiewał niż raczej powiedział łysawy młodzieniec koło sześćdziesiątki podchodząc do stolika, przy którym siedzieli spirytyści popijający gorące gazowane wino z zielonych pomidorów. I tutaj muszę dodać, że płaskostopie jednego z siedmiu negatywnie nastawionych do snowboardingu obywateli stolicy Gruzji rozpętało burzę w niedomytej szklance pełnej niskokalorycznej (tylko 800 kalorii) Coca-Coli.
- No cóż, komu zależy, temu nie leży - wyszeptał z namaszczeniem chudy jak patyk zapaśnik sumo do grubo upudrowanej blondynki z turkusowymi cieniami na powiekach.
Aż tu nagle TARACH !!! Wszystkich spowił siwy dym i dlatego też przez chwilę nic nie było słychać. Gdy trochę się przejaśniło, okazało się, że to tylko meteoryt spadł na pobliską Szkołę dla Młodzieży Uzależnionej od Muzyki Remizowej.
“Każdy facet myśli tylko o jednym” - pomyślałam widząc przystojnego lodziarza w mokasynach z kutasikami, lubieżnie oblizującego usta, w którego oczach kryło się pożądanie, gdy obserwował w witrynie sklepu odzieżowego czarną koszulę z folii z białym krawatem typu “śledzik”.
I tak zająwszy uprzednio miejsce w piątym rzędzie, skąd miałam doskonały widok na scenę, skasowałam bilet tramwajowy i zajęłam się liczeniem mijanych drzew.
Temperatura spadła - tak na oko - do minus 12 stopni. Pomyślałam, że jednak powinnam posłuchać sąsiadki z dołu i nałożyć grube skarpetki do sandałów, które tego dnia odziały moje stopy. Ale co tam, najwyżej trochę zmarzną mi uszy.
Skończyły się tory, toteż zsiadłam z wozu, żeby koniom było lżej. Zawsze lubiłam zupę szczawiową, ale kogo teraz stać na ananasy…
Chociaż czasami miło jest posłuchać dobrej, wysokoprężnej muzyki hard - techno - grind - kościelnej. Mimo wszystko gusta nie podlegają reklamacji i o to właśnie chodzi.
Łysa