“GIENIA GÓRĄ”

Oto Niekończąca się Opowieść o Gieni co była Babą Jagą, a królewną stać się chciała.

Opowieść jak zwykle zaczyna się wulgarnie:

Przychodzi Baba do lekarza:
- Chcę zostać królewną !
- Boże chroń królową ! Kobiety piękne są! tylko czasem wi… dykty brak… Stała Baba na balkonie… Miłość Ci wszystko wybaczy… oprócz wyglądu. . Seks po setce może prowadzić do grobu… itd… itp…

Zdawałoby się - bezsensowny bełkot - lecz to tylko lekarz z natłoku wrażeń wzrokowych zwariował.

Drogi Czytelniku! może nie wiesz jeszcze o co tu biega, nie martw się tym, to wcale nie znaczy(chwilowo), że jesteś prostakiem bez polotu, lecz po prostu szanowny narrator (że o SOBIE nie wspomnę) zapomniał Ci opisać Gienię. Wygląda ona mniej więcej (raczej więcej) tak:

Ale, ale, my tu gadu, gadu, a wątek bieży, wrzątek bierze, wziątek jerzy… Oj! nie ważne.

Baba Jaga po nieoczekiwanym zapętleniu się lekarza (bądź co bądź po czterech latach podstawówki) słusznie zrozumiała, iż urok osobisty jaki posiada niejednego inteligenta doprowadzi do szaleństwa, więc postanowiła się przebrać.

- Łełe… ych… up… srump… pszs…

Taki monolog było słychać z jej garderoby pod “Nieprzeciętnym krzakiem” gdy przywdziewała makijaż a’la “Strach na kojoty”, przybierała pozę “hiena cmentarna” oraz gdy zmieniała imię dla poznaki męskie - GIENIO.

Jej plan był prosty, za pomocą swego rozbudowanego męskiego ciała zbałamucić królewnę, wywieźć ją w pole, zostawią na lodzie jednocześnie zajmując jej miejsce. Tak też Gienio wyruszył w drogę. Szedł, szeł, szoł aż przeszoł rzekę jedną, dziesiątą, aż ujrzał jar, w nim wierzbę, na wierzbie fifioła, a tego fifioła dziobał dziobak i już miał go zadziobać gdy nagle Gienio smyrgnąwszy kamieniem obitym w ołów zakończył żywot dziobaczy.

Fijoł zatrzepotał jednopiórym ogonem i rzekł po luckiemu…

- Weź miem ze sobom, to Ci siem przydam!
- Spadaj - odpowiedział Gienio - dam sobie radę i bez ciebie

Fijoł na te słowa nie był przygotowany, zatkało go! zamuliło, wzdrygnął się zatrważająco i niesamowicie jąkając się pokątnie wydukał:

- No, no, jakże to?… Przysługa za przysługę… akcja za reakcję… ząb za ząb… ręka rękę myje… No nie?
- A co mniem to obchodzi? Nie wnerwiaj mnie nielocie!
- To co ze mnom będzie? - załkał fijoł - Nie mogę tak… po prostu. Może w polu odrobię!
- Ha! Zamkij się bo nie zdzierżę.

To usłyszawszy fijoł kopyrtnął się z gałezi, spadł na trawę i zdechł. Dopiero później Gienio pomuślał, że ptaszysko mógł go zanieść na najbliższy dwór, wtedy jednak olśniła go myśl, że przecież jest na dworze i ulgą stwierdził na głos:

- Co się odwlecze to nie uciecze!

Po czym coś uciekło w siną dal, z której wielkimi krokami pośród bólu i jęków nadciągał sadystyczny Ciąg Dalszy Nastąpi.

Jaruś

Napisz komentarz »


jednoreki bandyta automaty do gier