Wiesław Remont ” H O P Y “

z polskiego na nasze przełożył
Voj

Wszystkie hopy po łudniwych pracach w polu czy też w obejściu udały się do pobliskiej karczmy gieesowskiej. Dał siem tam słyszeć taki łoto dialog:

- Huzia hopy! Roboty koniec, no to siup po baniaku!
- Poczkaj Hendryk! Kiedy ja ni moge swej babie wyłożyć, żem siem ówuwił względem karczmy!
- Co z ciebie za hop! Ja tam swoje babe zamknół żech w komoże. A co sie ścierwo przy tym nakżyczało. Alem tuzin kartohli wtyknoł jej w gębe i tyla!
- Z moją tak se nie poradze.
- Hcys, to ci pomoge?
- Dobra. Dawaj, walim na hate.

Poszli łobedwa do Frania. W te pendy Franiowa kobita wyskoczyła z wychudka nie do końca kómpletnie łodziana. Tu i ówdzie przyświcaly jej jintymne części powabnego ciała. Nie kryjąc swych wdziękuw, drąc morde w niebogłosy podbiegła do męrza:

- Jak mi zara nie pujdziesz do dom to cie łukatrupie razem z tym cwaniaczkiem cóś go pżywlukł ze sobo!

Franio skrywając sfom konfuzyję łokrutnom, tak jej pedział:
- Jórz ide Maryś kóchana, ino nie krzycz.

Hendryk jak tylko łobaczył co sie święci cichcem ucikł do gospody.
Zaś Marycha, jako Herold łokrutny wzieła swego hopa w łobroty i wżóciła go łobórki.

- Do wiczora masz caluśki gnuj wyżucić, wszyćko posprzontać i krasule doglondać! Zrozumiał?
- Zrozumiał ajakże, co miał nie zrozumieć.
- Jórz ja co pokarze! Łodechce ci sie zbytków!

No cuż! Hop potęgoł jest i basta!

Napisz komentarz »


jednoreki bandyta automaty do gier