WOLNE SPOSTRZEŻENIA!
O tej porze lata, gdy śnieg przyprószył kwitnące jabłonie, najwyższy karzeł we wsi Sadurki nałożył czapkę na plecy wystające z kieszeni i zadął niemiłosiernie w harfę. Na ten odgłos zbiegły się wszystkie dżdżownice: a jedna siodłata, a druga łaciata, a w trzeciej same tuczone Świnie. W tym samym czasie w lesie trwały prace konserwatorskie przeprowadzane przez rybaków z Podhala, dzięki czemu można było Śmiało czytać gazety nie zważając na średnią amplitudę temperatur stycznia w zeszłym kwartale. Wszyscy mieli ręczne granaty, więc już nikt nie chodził boso.
- Ciąża nie drużba - powiedział pies Sąsiada do przelatującego helikoptera, po czym po trzykroć wywinął piruet na rzęsach…
-Łysa-